fbpx

W zeszłym tygodniu przygotowywałam prelekcję o tym jak Majorka pomogła mi odnaleźć swoją drogę w życiu.  Cofnęłam się wtedy wspomnieniami do tej całej podroży. I tak, oczywiście, nauczyła mnie ona podążania za głosem intuicji i podejmowania decyzji. Ale uświadomiłam sobie, że nauczyła mnie jeszcze jednej bardzo ważnej rzeczy. Tego co tak naprawdę jest fundamentem podążania swoją własną drogą. Tego, co brałam za pewnik i zapomniałam, ze kiedyś było zupełnie inaczej.

A mam na myśli naukę bycia z sama sobą i pokochania samotności.


Kiedyś już pisałam o różnicy pomiędzy osamotnieniem a samotnością,  w tym artykule:

Dlaczego nie powinieneś bać się samotności?

Kiedy przypomniałam sobie, jak wiele rzeczy zrobiłam i to zupełnie sama, dopadła mnie refleksja i poczucie dumy. I tak piszę o tym otwarcie, bo nie ma w tym nic złego, żeby być dumną z samej siebie. Spojrzeć na swoje życie, to kim jesteśmy, jaką pracę wykonałyśmy, jaką drogę przeszłyśmy i powiedzieć sobie ze łzami wzruszenia „Zajebista robota! Jestem z Ciebie dumna!”

Pamiętam kiedy samodzielna zupełnie nie byłam. Bałam się samotności i traktowałam to jako oznakę porażki.

Pamiętam kiedy nie potrafiłam iść sama na zakupy spożywcze. Użalałam się nad sobą, swoim losem, tym, że będę musiała sama wnieść zakupy do domu.

Czułam się źle, kiedy niedzielę miałam spędzić sama. Nie potrafiłam wtedy zaplanować swojego czasu, byłam pewna, że potrzebuję kogoś do tego, żeby naprawdę cieszyć się tym dniem.

Pamiętam jak odkładałam realizację swoich największych marzeń, czekając na to, aż znajdzie się ktoś kto spełni je razem ze mną.

A potem przypomniałam sobie jak po przeprowadzce na Majorkę, sama pojechałam do IKEI żeby urządzić swoje mieszkanie i wracałam z dwiema ogromnymi torbami (wielkości IKEA) i szafka pod pachą, z ogromnym zacieszem na ustach i poczuciem niezależności, że mam siłę, żeby zrobić to sama.

Przypomniałam sobie jak sama chodziłam po górach, podróżowałam po wyspie, załatwiałam wszystkie formalności związane z zamieszkaniem w Hiszpanii i podjęłam decyzję o tym, żeby sama się na tą wyspę przeprowadzić.

Przypomniałam sobie, jak odkryłam swoją misję i obiecałam sobie, że będę ją realizowała każdego dnia, z ogromnym zaufaniem do samej siebie, bez względu na to czy ktoś na początku będzie mnie klepał po plecach.

Wcześniej nie miałam tej wewnętrznej siły i pewności, że dam radę. Użalałam się nad sobą z nadzieją, że ktoś przyjdzie, pocieszy mnie i poprowadzi za rękę.

Teraz po prostu mówię do siebie „Dasz radę!”, a potem wstaję i to robię. Nie czekam, aż ktoś poklepie mnie po plecach. Nie czekam na wsparcie, żeby zacząć działać. Teraz mam świadomość tego, że mam w sobie wszystko co potrzebuję do realizacji swoich marzeń. Jeśli ktoś będzie mnie w tym wspierał to cudownie, przywitam go z otwartymi ramionami i sercem, poczuciem wdzięczności i uśmiechem na ustach. Ale tak samo witam siebie każdego dnia, kiedy kibicuję samej sobie na każdym kroku.

Nadal spotykam na swojej drodze kobiety, które uważają, że potrzebują pomocy we wszystkim. Ja nie mówię, że to jest coś złego, bo oczywiście, że cudownie jest kiedy możemy liczyć na pomoc przyjaciół albo naszego mężczyzny, który za nas te torby poniesie, potowarzyszy w podróży i będzie dla nas wsparciem w realizacji marzeń.

Chodzi o to, żebyśmy my kobiety przestały bać się samodzielności, samotności i brania życia w swoje ręce.
Nie chodzi mi o to, żeby stać się zimną suką, silna, niezależną kobietą, która nie potrzebuje nikogo u swojego boku.

Chodzi o to, żeby być wsparciem dla samej siebie, bo przecież jedyną osobą, z która spędzimy całe swoje życie jesteśmy my same.

Jeśli nauczymy się brać odpowiedzialność za swoje życie, nauczymy się samodzielności i zaczniemy realizować swoje marzenia bez względu na to czy ktoś realizuje je z nami czy nie, to wskrzesimy w sobie ogromną siłę i zaczniemy robić rzeczy, o których nigdy wcześniej byśmy nawet nie pomyślały.

 

Dlaczego pokochanie samotności i bycie wsparciem dla samej siebie jest takie ważne?

Kiedy w życiu wybieramy podążanie za głosem serca, bardzo często oznacza to, że idziemy pod prąd.

Wychodzimy ze schematu z odwagą. Wybieramy głos miłości zamiast strachu pomimo, że większość osób wokół nas „śpi”.

I na początku ta droga może być samotna. (Choć w głębi duszy, wiemy, że nigdy nie idziemy same, bo zawsze prowadzi nas Siła Wyższa, Bóg czy Wszechświat)

Podążanie swoją własną drogą oznacza samotność samą w sobie, bo realizujemy to co jest zgodne z nami, pragnieniami naszej duszy. Nikt inny nie zrozumie naszych wyboró w taki sposób w jaki my je rozumiemy. Jeśli chcemy mieć siłę, odwagę i zaufanie do drogi, którą wybrałyśmy i misji, którą realizujemy najpierw musimy pokochać siebie i wspierać siebie na każdym kroku.

Samotność nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie. Samotność jest piękna, bo to dzięki niej poznajemy to kim naprawdę jesteśmy.

Jeśli nie pokochamy siebie i bycia z samą sobą, jeśli nie zaczniemy cieszyć się swoim własnym towarzystwem, to zawsze będziemy uzależniały swoje szczęście od kogoś innego i nigdy nie znajdziemy w sobie siły, żeby zrealizować swoje marzenia.

A każda z nas ma w sobie tą siłę. Tylko musimy sobie o niej po prostu przypomnieć, zajrzeć w głąb siebie a potem spojrzeć w lustro, swoje odbicie i powiedzieć „Jesteś silną kobietą. Jesteś odważna. Dasz radę!”

 

SPRAWDŹ MEDYTACJĘ MIŁOŚCI DO SAMEJ SIEBIE

Mój Instagram, czyli zdjęcia, które zainspirują Cię do działania!

×
×

Koszyk