fbpx

Kasię poznałam, na zajęciach jogi w jednym z łódzkich klubów fitness. Od razu urzekła mnie swoją pozytywną energią, uśmiechem i sposobem prowadzenia zajęć. Pasja do tego co robi, biła od niej tak bardzo, że poczułam, że będzie cudowną inspiracją dla innych osób, które chcą odnaleźć siebie jak i dla tych, którzy myślą o pójściu na swoje pierwsze zajęcia jogi.

Zapraszam Was do czytania 🙂

Z wywiadu dowiesz się między innymi:

  • Jak zaczęła się przygoda Kasi z jogą
  • Co sprawia jej największą radość w byciu nauczycielką jogi
  • Od czego zależy trudność z utrzymaniem równowagi w asanach
  • Jaki wpływ ma joga na nasze życie
  • Jaki związek ma joga z naszym samopoczuciem
  • Jaką radę Kasia daje osobom, które myślą o praktykowaniu jogi
  • O której godzinie Kasia wstaje i chodzi spać 😀

Ja: Jak zaczęła się Twoja przygoda z jogą?

Kasia: Moja przygoda z jogą zaczęła się przypadkiem, któregoś dnia pomyślałam po prostu że „poszłabym na jogę”, zupełnie nie wiem dlaczego. Miałam wtedy siedzącą pracę, dość stresującą, spędzałam 8 godzin dziennie przed komputerem więc szukałam jakiejś formy aktywności na co dzień a jednocześnie sposobu na wyciszenie i uspokojenie. Weekendy spędzałam bardzo intensywnie wyjeżdżając w góry i wspinając się, brakowało czegoś na pozostałą część tygodnia. Poza tym te wyjazdy były bardzo męczące fizycznie, brakowało równowagi.

Ja: A czy pamiętasz skąd ten pomysł się u Ciebie pojawił?

Kasia: Nie mam pojęcia. Po prostu przyszedł.

Ja: Czyli intuicja 😊

Kasia: Dokładnie! Oczywiście od momentu kiedy pojawiła się pierwsza myśl do czasu kiedy rzeczywiście poszłam na zajęcia minęła masa czasu. Któregoś lata, kiedy jeszcze studiowałam, znalazłam karnet na Grouponie do Centrum Jogi (śmiech). Pomyślałam że to jest świetny pretekst i niewiele myśląc, kupiłam go i poszłam na swoje pierwsze zajęcia. Zostałam do dziś 🙂

Ja:  Jak wyglądały Twoje pierwsze zajęcia jogi?

Kasia: Pamiętam, że były dla mnie dużym zaskoczeniem. Kiedy weszłam na salę zobaczyłam, że prowadzi je chłopak, co dość mocno pokłóciło się z moim wyobrażeniem. To był zupełny przypadek, ale trafiłam naprawdę świetnie! Zajęcia prowadził Tomek Kucharski, z którym do dzisiaj jesteśmy w kontakcie.

Trudna była ta pierwsza lekcja jogi…

Zawsze byłam bardzo aktywna w różnych dziedzinach sportu i miałam o swojej sprawności dość wysokie mniemanie. Joga jednak bardzo szybko sprowadziła mnie na ziemię 🙂

Ja:  Co było dla Ciebie największym wyzwaniem na początku?

Kasia: Największym wyzwaniem był pozycje równoważne. Oj tak, z balansem był poważny problem…

 

Ja:  A od czego to zależy?

Kasia: Punktem wyjścia do zachowania równowagi jest oddech. To działa w taki sposób, że kiedy mamy spokojny oddech to nasz umysł odbiera sygnał, że wszystko jest dobrze. A jak umysł jest spokojny, to ciało jest dużo spokojniejsze, bardziej zrównoważone. Im bardziej się denerwujesz że nie możesz ustać na jednej nodze, tym jest trudniej. Więc jest to wysiłek w dużej mierze mentalny. Jeśli nawet na siłę uspokoimy nasz oddech, to do mózgu przestaje dopływać sygnał o stresującej sytuacji, rytm serca zwalnia i oddech staje się spokojny już w nie wymuszony spokój. Także wszystko zaczyna się od oddechu.

Ja: No właśnie, dużo osób myśli, że przyjdzie na jogę, trochę się porozciągają, bo być może bolą ich plecy. A joga jednak wpływa nie tylko na ciało, ale również na inne obszary naszego życia.

Kasia: Dla mnie pod hasłem „joga”, kryje się w ogóle bardzo dużo form aktywności. Ja zaczynałam swoją przygodę od jogi Iyengara, która bardzo duży nacisk kładzie na aspekt fizyczny. To znaczy, że zaczynamy od najbardziej zewnętrznych elementów, takich które najłatwiej kontrolować, na które mamy największy wpływ: ręce, nogi, potem biodra i barki. A później stopniowo przechodzimy coraz głębiej i zajmujemy się coraz bardziej subtelnymi ruchami, coraz mniejszymi częściami ciała, aż po pracę z organami wewnętrznymi, oddechem i umysłem. Więc przechodzimy od zewnątrz, coraz bardziej do wewnątrz. Ale jest mnóstwo różnych rodzajów jogi. Ja sama też lubię złamać ten klasyczny nurt od którego zaczęłam, spróbować mniej standardowych wariantów pozycji, wpleść coś z zupełnie innej dziedziny pracy z ciałem. Każdy styl jest inny więc warto poszukać czegoś swojego, ja idąc na jogę nie miałam o tym pojęcia, los wybrał za mnie. Prawda jest taka że w każdej jodze cel jest jeden, jest nim integracja ciała, oddechu, umysłu i ten spokój wewnętrzny. A finalnie jest to integracja Ja- Świat, żeby dobrze się poczuć tu i teraz, we własnym ciele, na tym świecie. A sposobów dojścia do tego celu jest milion.

Ja: W jakich nurtach, oprócz tego głównego, o którym wspomniałaś, ty się jeszcze odnajdujesz?

Kasia: Ja bardzo upodobałam sobie Power Yogę, która klasycznie nazwana byłaby Vinyasa Yoga. Jest to płynna forma, która bardziej dba o współpracę oddechu z ruchem niż szczegółową pracę w asanach. Jednak joga Iyengara jest doskonałym punktem wyjścia, aby nauczyć się poprawnej techniki i nie robić sobie potem krzywdy. Ja natomiast czuję że potrzebna mi również ta płynność i lekkość vinyasy żeby nie stracić duchowego pierwiastka praktyki, „tego czegoś” co w jodze jest najważniejsze.

Ja: Jaki związek ma praktyka jogi z naszym samopoczuciem i zmianą trybu życia?

Kasia: To jest niesamowite, jak większość osób poszłam na jogę ze względów zdrowotnych. Bolały mnie plecy od noszenia ciężkiego plecaka i siedzenia przy biurku. Jednak dodatkowe zmiany zaczęły się subtelnie wkradać w moje życie. Na początku w ogóle się ich nie widzi. Pamiętam że około pół roku po rozpoczęciu mojej praktyki jogi, spojrzałam wstecz, na siebie i swoje życie i okazało się, że oprócz tego, że poczułam się dużo lepiej pod względem fizycznym, to zupełnie zmieniło się moje nastawienie do ludzi i otoczenia, że jakoś mniej się denerwuję, łatwiej mi się zasypia, więcej się uśmiecham… Nagle zaczęłam mieć ochotę odżywiać się zdrowo, pojawiło się ogólne zainteresowanie naturalnymi rozwiązaniami – w jedzeniu, w kosmetykach. Zaczęłam się też zastanawiać czemu właściwie ci jogini nie jedzą mięsa…

Ja: Miałam bardzo podobnie. Jednak na początku w ogóle nie łączyłam  tego lepszego samopoczucia z jogą. Pamiętam, że był taki okres, gdzie chyba przez 1,5 tygodnia przestalam medytować i nie praktykowałam jogi. Pewnego dnia stałam w kuchni i nagle zauważyłam, że mam dużo więcej negatywnych myśli niż miałam jakieś 2 tygodnie temu, i nie wiedziałam dlaczego. Nagle mnie oświeciło. Zdałam sobie sprawę, że zaniedbałam swoją praktykę i kiedy tylko wróciłam do codziennej jogi i medytacji, odzyskałam spokój umysłu. To było dla mnie niesamowite, jak poprzez pracę z ciałem może poprawić się nasze zdrowie mentalne.

Kasia: To są takie pozytywne skutki uboczne. Joga pozwala nam się cofnąć do źródeł, odnaleźć na nowo kontakt z naturą, wpływa na nasz nastrój, stajemy się po prostu bardziej spokojni, szczęśliwsi. Pozwala nam też wejrzeć w głąb siebie, dostrzec blokujące nasz rozwój mechanizmy i zmienić je na takie które będą służyć. Joga u każdego znajdzie jakiś słaby punkt. Ten kto jest silny, może mieć trudności z elastycznością. Ten kto jest elastyczny, najczęściej będzie mieć problem z siłowymi aspektami jogi. Kto ma zarówno siłę jak i elastyczność, być może będzie miał trudności z odnalezieniem balansu lub koncentracją, wyciszeniem umysłu.

 

Joga pozwala nam się cofnąć do źródeł, odnaleźć na nowo kontakt z naturą, wpływa na nasz nastrój, stajemy się po prostu bardziej spokojni, szczęśliwsi.

Ja: Ja byłam pewna, że joga mnie niczym nie zaskoczy, bo od dziecka tańczyłam, byłam rozciągnięta, a od kilku lat regularnie chodziłam na siłownie. A tu nagle podczas zajęć, okazało się, że muszę używać mięśni, o których nie miałam zielonego pojęcia.

Kasia: Oh, a to jest jedno z najpiękniejszych odkryć, które cały czas jeszcze do mnie wraca! Kiedy uczę się czegoś nowego albo wzrasta świadomość i umiejętność pracy w poszczególnych obszarach ciała, myślę sobie „Wow! Ja dopiero teraz rozumiem o co chodzi w tej pozycji” a prawda jest taka, że pewnie jeszcze cały czas nic nie rozumiem 😉 i to jest w porządku. To jest takie zaprzyjaźnienie się ze swoim ciałem, poznawanie jego granic i przesuwanie ich dalej. To samo dzieje się później z oddechem a także umysłem.

Ja: To niesamowite jak z każdą praktyką pogłębia się świadomość naszego ciała. A powiedz mi jak wygląda Twój dzień. Czy masz swoją codzienną rutynę?

Kasia: Ja mam taki poranny rytuał. Niezależnie, o której godzinie muszę się obudzić, to wstaję przynajmniej 10 minut wcześniej na medytację. Myję twarz, piję szklankę wody i poświęcam chwilę na pracę z oddechem. Jeśli mam więcej czasu, wtedy jest to typowa pranayama (jogicze ćwiczenia oddechowe), czasem po prostu świadomy oddech. Dobieram to co robię po przebudzeniu w zależności od tego jak czuję się rano. Te 10 minut to jest takie absolutne minimum. Czas zaraz po przebudzeniu jest niezwykle ważny. Wtedy mamy łatwiejszy dostęp do naszej podświadomości, naszej intuicji. I to jest idealny moment, aby popracować nad własnym rozwojem a także nastawić się dobrze na nadchodzący dzień.

Ja w ogóle uwielbiam poranki i najlepiej się czuję kiedy wstaję bardzo wcześnie i mam dla siebie przynajmniej godzinę.

Ja: A co masz na myśli mówiąc z samego rana? Znam wiele osób, dla których godzina 8:00 mogłaby być nazwana środkiem nocy.

Kasia: Zajęcia, które prowadzę zaczynają się między 6 a 8, najczęściej jest to 7 rano, więc czasem wstaję jeszcze przed 5, natomiast 5:30-6:00 to już zupełny standard.

Ja: O której godzinie chodzisz w takim razie spać?

Kasia: To zależy od zajęć po południowych, ale staram się położyć około 22:00. Im wcześniej zaśniemy, tym mniejsza ilość godzin jest nam potrzebna, żeby zregenerować się w nocy.

Ja: Wróćmy do tematu jogi. Zaczęłaś ją praktykować, chodziłaś na zajęcia, a kiedy i dlaczego postanowiłaś zostać nauczycielką?

Kasia: Jakbyś mi kiedyś powiedziała, że ja będę kogokolwiek uczyła czegokolwiek, umarłabym ze śmiechu. A, że jeszcze będę to robić z taką przyjemnością… Mi joga zaczęła po prostu bardzo dobrze robić, z jednych zajęć w tygodniu, stała się moją codzienną praktyką. Praca w biurze przestała mi przynosić satysfakcję i zaczęły kiełkować myśli o kursie nauczycielskim, ale zanim podjęłam ostateczną decyzję znów minęło sporo czasu., ale wierzę że to był po prostu dobry moment. Odczuwałam dużo niepewności, bo przecież miałam dobrze płatną pracę na etacie, wiesz… Aż w końcu osoby z mojego najbliższego otoczenia powiedziały: „Idź po prostu na ten kurs! Już przestań o nim myśleć, tylko po prostu go zrób! Nikt Ci nie karze od razu być nauczycielem.” Potrzebowałam najwyraźniej tej motywacji z zewnątrz, bo właśnie pod jej wpływem, zdecydowałam się zapisać.

 

Ja: Jak wybrałaś odpowiedni kurs dla siebie?

Kasia: Od razu wiedziałam u kogo chcę się uczyć. Podczas któregoś z warsztatów poznałam Konrada Kocota i totalnie zauroczył mnie swoim sposobem prowadzenia zajęć. Było to dla mnie idealne połączenie dyscypliny, intensywności i delikatności. Kursy pierwszego stopnia trwają 3 lata, nowe zaczynają się raz na rok lub półtora. Ja decyzję podjęłam w grudniu, po sprawdzeniu terminów okazało się że pierwszy zjazd odbył się już miesiąc wcześniej… Zadzwoniłam do Konrada, żeby zapytać kiedy dokładnie będzie ruszać kolejna edycja. To był również moment kiedy trochę odpuściłam praktykę, więc pomyślałam, że będzie to idealny czas, żeby z powrotem się wdrożyć, że będę miała moment na przygotowania, poczytam książki i po kilku miesiącach będę gotowa.

Kiedy zadzwoniłam do Konrada, usłyszałam: „No coś Ty! To był tylko zjazd egzaminacyjny, pierwszy zjazd kursu mamy w styczniu. Przyjedź do mnie na warsztaty, egzamin zrobimy Ci osobno!”

Oczywiście pierwsze co zabrzmiało w mojej głowie to „nie, nie, nie! Nie jestem gotowa! Potrzebuję tego roku przygotowań”. Ale udało się uspokoić, powiedziałam sobie, że muszę spróbować… że przecież nic złego nie może się wydarzyć. W najgorszym przypadku, na egzaminie dowiem się, żeby jednak przyjść za rok.

Pojechałam więc na ten warsztat do Warszawy z duszą na ramieniu, ale pod koniec usłyszałam tylko: „Na spokojnie J widzimy się w styczniu”.

Moja praktyka miała wtedy minimum wymagane, żeby przystąpić do kursu nauczycielskiego czyli 3,5 roku. A na kursie były osoby z kilkunastoletnim stażem, niektóre posiadały już swoje szkoły jogi. Znowu pojawiły się czarne myśli i porównywanie się do innych.  Ale ponownie udało się je opanować.

Początki były trudne, ale szybko przekonałam się, że to jest to. Zresztą jak teraz patrzę na te 3 lata, to było naprawdę przygoda życia a jednocześnie jedno wielkie wyzwanie. Kiedy przepracowałam jedną rzecz, otwierała się przede mną następna… i kolejne. To proces który nigdy się nie kończy.

Po ostatnim zjeździe, kiedy wracaliśmy pociągiem do domu nie mogliśmy się nadziwić jak wiele się zmieniło przez te 3 lata, zarówno w naszej praktyce jak, w nas samych, co w całym naszym życiu.

Ja: To wspaniale pokazuje jak to właśnie podróż jest najpiękniejsza i najbardziej nas wzbogaca, a nie osiągnięcie celu samego w sobie. Gdybyś ukończyła ten kurs bez całej tej podróży to nie wspominałabyś tego z takim zafascynowaniem.

A co teraz w Twojej pracy jako nauczycielki jogi sprawia Ci największą radość?

Kasia: Zdecydowanie to jak ludzie dostrzegają te małe-duże zmiany. Od takich najprostszych rzeczy jak : „O Boże, Kasia, nigdy nie podejrzewałam, ze kiedyś przestane się garbić”, po „Wychodzę z jogi i jakoś tak dziwnie uśmiechnięty jestem i mam dobre nastawienie do świata”. Czasem ludzie przychodzą po zajęciach i dziękują, bo mieli okropny dzień i tak bardzo im się nie chciało przyjść, a teraz czują się świetnie i mówią, że to wszystko po prostu puściło. To jest niesamowity zwrot energetyczny. Kiedy ja sama mam gorszy dzień, to zastanawiam się jak mogę przekazać grupie coś pozytywnego… wystarcza 5 minut kiedy to energia grupy mi się udziela, zapominam o problemach a uśmiech pojawia się sam.  Nie było jeszcze zajęć, po których wyszłabym smutna lub ze złą energią- nawet jeśli mam akurat gorszy dzień. To jest niesamowite w tej pracy!

Ja: Czy teraz realizujesz się tylko jako nauczycielka jogi, czy łączysz swoją pracę z innymi aktywnościami?

Kasia: Kiedy zostałam nauczycielką jogi nie podejrzewałam że zainteresuje mnie jakaś inna forma aktywności fizycznej. W tamtym czasie zaczęłam pracę w klubie Atmosfera fitness&wellness, w którym jest też siłownia. Mając w pamięci nienajlepsze doświadczenia z przeszłości, omijałam tą strefę szerokim łukiem, ale że staram się korzystać z okazji jakie los stawia mi na drodze, któregoś dnia dałam się namówić na trening. Miałam wtedy duże problemy z szyją i barkiem, lekarze różnych specjalizacji zgodnie rozkładali ręce i radzili zrezygnować z jogi… Na szczęście nie jestem osobą która przyjmuje do wiadomości że „nic więcej nie da się zrobić” i przez 2 lata szukałam alternatywnego rozwiązania. Znalazłam je właśnie w Atmosferze. Sprawcą tego odkrycia był Tomek Lebiedzik, instruktor sportów siłowych i trener personalny. Pokazał mi że siłownia to świetne miejsce nie tylko do robienia masy 🙂 ale też do dbania o własne zdrowie a mądrze rozpisany i poprowadzony trening siłowy to świetne remedium na wszystkie moje dolegliwości które wynikały z braku stabilizacji. Nie trzeba było niczego rzucać, wystarczyło uzupełnić. Wymaga to jednak indywidualnego podejścia które w siłowni jest codziennością. To skłoniło mnie do odejścia od prowadzenia dużej ilości lekcji grupowych właśnie na rzecz zajęć indywidualnych, zarówno siłowych jak i jogi. I okazało się to prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Szybkie efekty, niesamowita satysfakcja po obu stronach i budowanie bliskich relacji z podopiecznymi. Czego chcieć więcej?

Moim odkryciem jest też joga na reformerze. Ze wsparciem Magdy Nowak, właścicielki Movimento Pilates Studio, w zeszłym roku udało się wypracować zupełną nowość łączącą w sobie zalety treningu siłowego i praktyki jogi a to wszystko w kameralnych grupach. Joga na reformerze, czyli sprzęcie klasycznie używanym podczas lekcji pilates, to autorski program i jedyne takie zajęcia w Polsce z których jestem bardzo dumna.

Moim odkryciem jest też joga na reformerze, czyli sprzęcie klasycznie używanym podczas lekcji pilates, to autorski program i jedyne takie zajęcia w Polsce z których jestem bardzo dumna.

Ja: A co poradziłabyś osobom, które myślą o tym, aby zacząć swoją przygodę z jogą?

Kasia: Spakować wygodne ciuchy do torby, przyjść na zajęcia i dać sobie szansę. Joga to takie doświadczenie które bardzo trudno wytłumaczyć słowami. Po prostu trzeba go doświadczyć. To tak jakby opowiadać komuś o tym jak smakuje kawa, opisać zapach, smak i odczucia jakie płyną kiedy ją pijemy, ale jeśli nigdy jej nie spróbowaliśmy, nie będziemy w stanie zrozumieć. Dlatego zamiast się zastanawiać, trzeba przyjść i spróbować. To jest według mnie najlepsza rada.

Joga ma szeroki wachlarz możliwości, można ją dostosowywać do swoich możliwości i potrzeb a także zmieniać na różnych etapach życia. Możemy ją dostosowywać do swojej sprawności fizycznej, stanu mentalnego i wybrać z niej to co na ten moment będzie dla nas najbardziej korzystne. Każdy odnajdzie w niej coś dla siebie.

 

Więcej o Kasi i jej zajęciach znajdziesz tutaj:

Facebook

Instagram

 

 

 

Mój Instagram, czyli zdjęcia, które zainspirują Cię do działania!

Instagram has returned invalid data.
×
×

Koszyk